Wywiad z Markiem Fickiem – piekarzem
Redaktor: Dzień dobry, panie Marku! Dziękuję, że zgodził się Pan na rozmowę. Na początek, co skłoniło Pana do zostania piekarzem?
Marek Ficek: Dzień dobry! Zawsze miałem słabość do pieczywa. Kto mógłby się oprzeć świeżemu chlebowi? Pomyślałem, że jeśli będę piekarzem, to na pewno nigdy nie zabraknie mi kanapek!
Redaktor: To świetny motyw! A jakie są największe wyzwania w Pana pracy?
Marek Ficek: Hmm, najtrudniej jest wstać o 2 w nocy, gdy wszyscy inni jeszcze śpią. Czasami myślę, że pieczenie chleba to tak naprawdę tortura dla nocnych marków. Ale przynajmniej mogę mówić, że mam „ciężką” pracę!
Redaktor: Jakie sytuacje zdarzyły się Panu w piekarni, które mogłyby trafić do komedii?
Marek Ficek: O, jest ich wiele! Raz pomyliłem sól z cukrem i zamiast pysznych bułeczek, wyszedł mi chleb, który przypominał piasek. Nazwałem go „chlebem dla pustyni” – idealny na dietę!
Redaktor: A jak to jest pracować z takimi „ciężkimi” składnikami?
Marek Ficek: Czasami czuję się jak alchemik. Mieszam składniki i liczę na to, że wyjdzie coś pysznego. A jak nie, to przynajmniej mam materiał na anegdoty dla klientów!
Redaktor: Jakie są Pana ulubione rodzaje pieczywa do wypieku?
Marek Ficek: Oczywiście chleb! Ale nie pogardzę też chałką. Czasem myślę, że chałka to takie pieczywo, które ma ambicje być brioche, ale nigdy nie mogło znaleźć odpowiedniego zespołu!
Redaktor: A co poradziłby Pan młodym ludziom, którzy myślą o karierze piekarza?
Marek Ficek: Zdecydowanie – nie bójcie się mąki! Ale pamiętajcie, żeby nie trzymać jej w kieszeni, bo potem trudno znaleźć odpowiednią parę spodni! Piekarstwo to zabawa, a każdy wypiek to nowa przygoda.
Redaktor: Dziękuję, panie Marku! Życzę Panu wielu udanych wypieków i mniej „pustynnych” chlebów!
Marek Ficek: Dziękuję! I pamiętajcie – najlepszy chleb to ten, który ma w sobie szczyptę humoru!
